Autor: Sonia Tulczyńska

2017-04-07, Aktualizacja: 2017-04-07 10:46

Krzysztof Gojdź: Nie trzeba milionów, żeby o siebie dbać

- Można stwierdzić, że 80 proc. wszelkich zabiegów, promocji likwidacji tłuszczu po jednym razie na jakiejś maszynie, to ściema. Wy, kobiety, lubicie kupować marzenia, co więcej - bardzo łatwo Was zmanipulować - mówi Krzysztof Gojdź, specjalista z zakresu medycyny estetycznej i chyba najbardziej kontrowersyjny lekarz w Polsce. Pewny siebie, stanowczy i bardzo zapracowany. Na co dzień ratuje samopoczucie wielu ludzi. Rozmawialiśmy z nim m. in. o twarzy Nicole Kidman, modzie na wielkie usta i o tym, dlaczego lekarz-celebryta nie boi się mówić o sobie i swoich sukcesach.

Krzysztof Gojdź to polski lekarz specjalizujący się w medycynie estetycznej. Urodził się w Dębnie (woj. zachodniopomorskie) i skończył Śląski Uniwersytet Medyczny. Zasłynął dzięki programowi telewizyjnemu "Niezwykłe przypadki medyczne" w TVN Style. Jest także autorem książek o medycynie estetycznej i właścicielem Holistic Clinic na warszawskim Mokotowie.

Po przeczytaniu pana książki „Twoja twarz, Twój charakter” otrzymałam komunikat: „nie poprawiajmy wszystkiego na siłę, tylko podkreślajmy to, co dała nam natura”. To jest pana zdaniem klucz do sukcesu?

Takim młodym dziewczynom jak pani nie zalecałbym kontaktu z kliniką medycyny estetycznej przez najbliższe 10 lat. Po 35. roku życia można przyjść na pierwszą konsultację. Jeżeli idzie się do lekarza medycyny estetycznej, który od razu chce nas ostrzykiwać i zmieniać rysy twarzy, to zalecałbym raczej zmianę specjalisty na takiego, który broni naturalnej urody. Chyba że faktycznie mamy do czynienia z jakimś olbrzymim problemem, jak na przykład duży nos lub brak ust. Wtedy możemy zająć się taką dziewczyną, żeby poczuła się pewniejsza, uwierzyła w siebie i zaczęła chodzić z piersią do przodu.


© Szymon Starnawski



Nastała moda na poprawki urody u gwiazd. Jak to dzisiaj wygląda?

Gwiazdy, które widzimy na okładkach, są przekłamane. Ja je rozbieram „do naga”, widzę bez makijażu. I mają dokładnie takie same problemy i zmarszczki, jak każda inna kobieta.
Dlatego taki „okładkowy” wygląd należy podzielić na pół. Nie wierzmy w to, że gwiazda nie ma zmarszczek, bo ma takie geny lub stosuje dietę zmieniającą rysy twarzy, gdyż zwyczajnie nie ma takiej możliwości. Zapewne zdjęcie zostało wyretuszowane, a do tego pani ma świetny makijaż lub korzysta z usług gabinetu medycyny estetycznej. Nie traktujmy gwiazd jak obiektów do naśladowania. Po prostu bądźmy sobą.

W programie "Niezwykłe przypadki medyczne" w TVN Style bardzo często przeżywa pan efekty swojej pracy i płacze.

Lekarz medycyny estetycznej to nie jest tylko facet od poprawek, zmarszczek, kwasu hialuronowego i laserów. Część lekarzy zajmuje się przywracaniem ludzi do życia w społeczeństwie.
Poprzez to, że jesteśmy w stanie zmniejszyć bliznę czy pomóc poparzonemu dziecku lub osobie, która w jakiś sposób ucierpiała w wypadku. Połowa z moich pacjentów to ludzie poszkodowani przez los. Bardzo często pracuję charytatywnie, leczę bezpłatnie pacjentów, których normalnie nie byłoby stać na moje usługi. W Polsce jest wielu lekarzy, którzy w taki sposób pomagają ludziom. Ja to przeżywam.

Na co dzień spotykam się z panią, która podjeżdża pod moją klinikę Bentleyem i dla niej problemem życia jest drobna zmarszczka na czole, bo właśnie mąż zostawił ją dla młodszej asystentki. No może jest to duży problem... Ale wczoraj widziałem się z kilkuletnią dziewczynką, która dwa lata temu cała płonęła. Ma stopioną skórę na twarzy, rękach, tułowiu. Widzę, że takie dziecko nie ma szans na normalne życie. To kaleka. Nie zrobię już za wiele, mogę rozluźnić blizny, żeby twarz mogła normalnie rosnąć, mogę zmniejszyć te blizny o jakieś 30-40 procent, nie więcej. To dziecko do końca życia będzie naznaczone. Będzie jej ciężko znaleźć chłopaka, założyć rodzinę i normalnie żyć. Ona psychicznie jest całkowicie sprawna, wszystko rozumie, wie, jak wygląda i zdaje sobie sprawę z tego, jakie życie ją czeka. Mając w pamięci ten kontrast kobiety, która chce poprawić zmarszczkę i tego dziecka z olbrzymimi bliznami, to ciężko tego nie przeżywać. Często płaczę wspólnie z pacjentami, bo nie da się pozostać obojętnym na te historie.

A jest taki zabieg, którego pan nigdy w życiu nie wykona?

Nigdy w życiu nie robiłem nici liftingujących. Nie chcę się zamienić w krawca. Ten zabieg nie jest zdrowy i powoduje blizny pod skórą.

Słyszałam, że się rozpuszczają.

Może się rozpuszczą, ale zwykle tworzy się jakieś zwłóknienie, czyli blizna pod skórą. Dopóki mamy 2-3 nici jest okej, ale są takie pacjentki, które mają ich po 50, a skóra pod spodem wygląda jak sfastrygowana podszewka. Ja tego nie robię.


© Szymon Starnawski



Na pewno nie zmieniałbym też pięknych rysów twarzy lub pięknych ust. Z pewnością nie u młodych dziewczyn.
Podam przykład. Ostatnio do mojego gabinetu przyszła matka ze swoją 16-letnią córką, mówiąc: „Panie doktorze, niech pan zrobi coś z ustami mojej córki, niech pan zobaczy, jakie one są brzydkie”. Te usta były normalne, tylko trochę wąskie. Czasami takiej matce zalecam pójście do psychologa lub psychiatry. Mówię jej, że niepotrzebnie wpędza ją w kompleksy, bo dla niej jej dziecko powinno być najpiękniejsze na świecie.

Da się to powiedzieć delikatnie?

Odmawiam zabiegów, jeśli widzę, że nie mają sensu. Często mamy do czynienia z dysmorfofobią [zaburzenie psychiczne, charakteryzujące się występowaniem lęku, związanego z przekonaniem o nieestetycznym wyglądzie lub budowie ciała – przyp. red.] lub z innymi zaburzeniami. Czasami kobiety obarczają za życiowe niepowodzenia jakieś swoje drobne defekty. Od razu wyczuwam tego typu osoby. W takich przypadkach odmawiam zabiegu po pierwszej wizycie i delikatnie sugeruję, że to może być problem, który leży w głowie. Albo że to kompleks z dzieciństwa. Proponuję, żeby zamiast zabiegu pani zgłosiła się do terapeuty i spróbowała rozwiązać swój problem z nim. Myślę, że w tygodniu odsyłam jakieś pięć osób na terapię.

Faktycznie. Obsesja i dbanie o wygląd oraz psychika są ze sobą ściśle powiązane.

Zgadza się. Na psychoterapię odsyłam również osoby, które nie są w stanie zmierzyć się z faktem upływającego czasu. Nie mogą przeżyć tego, że ich ciało się starzeje, bo w swojej głowie nadal są młodymi i pięknymi, dwudziestoparoletnimi kobietami, a w rzeczywistości są po pięćdziesiątce. W takim przypadku psychoterapia często pomaga.

A da się powiedzieć - z punktu widzenia medycyny estetycznej - że w show-biznesie ktoś starzeje się z godnością, a ktoś przesadza?

Absolutnie tak! W Polsce pięknie starzeje się Aneta Kręglicka.

Według mnie pani Beata Tyszkiewicz jest dobrym przykładem.

Tak, Pani Beata godnie nosi swoje zmarszczki. Pięknie emanuje swoim dojrzałym wiekiem. Jest osoba, która pogodziła się z upływającym czasem i która chce pokazać, że w jej wieku można pięknie wyglądać. Pani Helena Norowicz też jest świetnym przykładem.


© Szymon Starnawski



A jeśli mówimy o przesadzie, to kto z zagranicy mógłby być przykładem? Nicole Kidman?

Można powiedzieć, że Nicole Kidman ma twarz jak guma od majtek. Jej wiek zdradzają dłonie, które nie są już tak młode. Cienka i żylasta skóra rąk świetnie obrazuje jej wiek. Madonna również za bardzo się naciąga i ostrzykuje. Na pewno ciężko jest zaakceptować upływający czas kobietom po 45. roku życia.


Nie tylko kobietom.

To prawda, ja sam mam 45 lat. Wiem, że mogę się zestarzeć i gorzej wyglądać. Już teraz widzę pierwsze oznaki, że moja skóra straciła elastyczność, ale my faceci mamy dużo lepiej. Gdy facet dba o siebie, to w wieku 60 lat może bardzo atrakcyjnie wyglądać.

U mężczyzn problem są wypadające włosy, o czym również jest mowa w książce.

Nie trzeba od razu robić przeszczepu. Ja spróbowałem po to, żeby tego doświadczyć. To zależy, czy ktoś ma kompleksy. Zawsze można ostrzyc włosy lub zrobić pigmentację.

A dlaczego media promują np. Kim Kardashian? Ona jest przecież „zrobiona” od stóp do głów.

Myślę, że chodzi o „kliknięcia”. Ona 10 lat temu wyglądała zupełnie inaczej. Inna fryzura, inna twarz, inny tyłek. Podobno sobie go zmniejszyła (kiedyś przecież mógł służyć jako podstawka pod kubek do kawy). Być może w kręgu przyjaciół uchodzi za seksowną, nie wiem. W Polsce chyba nigdy nie będzie trendu na tego typu pośladki.

Nigdy nie wiadomo. W modzie są duże usta, to dlaczego nie pośladki?

Tak jak moda w ubiorze się zmienia, tak również moda w medycynie estetycznej. Jeszcze 15-20 lat temu to było solarium i silikony. Teraz moda idzie w kierunku naturalności, a w mediach promuje się właśnie naturalność. Coraz więcej moich pacjentek przychodzi do mnie tylko z tego powodu, że nie chcą być skrzywdzone przez innego lekarza, bo wiedzą, że promuję właśnie naturalność. Warto jest zachować swoją twarz, która identyfikuje również nasz charakter. To, co nasze ciało przeżyło.

W książce wspomina pan o holistycznym podejściu, które jest stosowane w waszej klinice. Na czym ono polega?

Jeśli mam kobietę z problemem z nadmiernym owłosieniem czy z nadmierną otyłością, to nie rozpoczynam od zabiegów, które ją odchudzą, czyli na przykład od liposukcji, nie zaczynam od laseroterapii owłosienia, tylko najpierw wysyłam ją do ginekologa i endokrynologa. Po to, żeby działać holistycznie, czyli ogólnie zadbać o nią. Najpierw diagnozujemy, w czym jest problem, a dopiero później zaczynamy korygować wizualne efekty danego problemu. Może to być np. zespół policystycznych jajników, przy którym - po wyrównaniu stanu hormonów - objawy mogą ustąpić, lub melasma hormonalna (objawiająca się przebarwieniami na skórze - przyp. red.), która pojawia się po ciąży. Nie ma sensu, żeby pani wydawała pieniądze na zabiegi, jeśli nie wyleczymy przyczyny.

Czyli jest to całościowe dbanie o pacjenta, a nie tylko jedna usługa.

Tak. Czasami trzeba też taką osobę wysłać do psychoterapeuty i w ten sposób zadbać o nią holistycznie.

Pana menadżerka wspomina w książce o tym, że jest pan niezdyscyplinowany. To prawda?

Jestem osobą, która wie, czego chce od życia. Podejmuje bardzo szybkie, czasami pochopne decyzje i rzadko słucha się innych osób, na przykład mojej menadżerki. Robię to, co uważam za słuszne i nigdy jeszcze nie wyszedłem na tym źle. Może tylko decyzja o wejściu w świat celebrytów nie była w stu procentach trafiona, ale to się samo zadziało i za daleko to wszystko poszło. Tutaj faktycznie pani menadżer hamowała mnie, żebym nie wchodził w to zbyt mocno. Teraz staram się wycofać...

Dlaczego?

Zobaczyłem, jak wygląda ten plastikowy, sztuczny świat czerwonych dywanów.

Ale on jest po coś.

Tak, jestem zadowolony z tego, że mogłem dotrzeć do kilku milionów ludzi w Polsce, dzięki mojej rozpoznawalności. Dzięki temu mogę promować dużo dobrych rzeczy. Na przykład, jeśli zamieszczę na swoim Facebooku post o profilaktyce raka jajnika, to ma on szansę dotrzeć do 2,5 mln osób. Jeżeli ten post przeczyta te 2,5 miliona kobiet i chociaż 1 proc. z nich zgłosi się na badania, to będzie dla mnie duży sukces.

Po takiej informacji dostaję kilkanaście prywatnych wiadomości od kobiet, które dziękują mi, że pogoniłem je i poszły do lekarza. Robią to dlatego, bo lekarz wykrył u nich raka jajnika. Prawdopodobnie uda się go wyleczyć, więc jeżeli ja uratowałem te kilkanaście kobiet od śmierci, jeżeli zmotywowałem pozostałe osoby, żeby się badały, to jestem spełnionym facetem i cieszę się, że to zrobiłem. Swoją popularność chciałbym wykorzystywać właśnie do tego, aby wspierać takie akcje jak profilaktyka raka jajnika i Fundacja Kwiat Kobiecości, z którą współpracuję. Chcę też zabierać głos przy różnych kontrowersyjnych tematach, jak na przykład marihuana czy prawa kobiet lub aborcja.

© Szymon Starnawski


Pojawił się też pomysł stworzenia hospicjum. Zdradzi nam pan jakieś szczegóły?

Na pewno chcemy je zbudować. Nie wiemy jeszcze gdzie. Na razie sam przerabiam to wewnętrznie. Muszę wiedzieć, czy jestem na to gotowy. Powoli się do tego przybliżam, chociaż ostatnio, będąc na onkologii w szpitalu dziecięcym w ramach akcji charytatywnej, marzyłem tylko o tym, aby wyjść stamtąd jak najszybciej, bo nie byłem w stanie patrzeć na te dzieci, na cierpienia i wzrok ich matek, w którym widać było tylko beznadziejność. Jeszcze nie wiem, czy jestem na to gotowy, bo wiem, że to odbije się mocno na mojej psychice, ale myślę, że w ciągu najbliższych kilku lat zrealizuję to marzenie.

Czyli to kwestia dojrzewania do tego, ale decyzja już została podjęta?

Tak. Myślę, że tak, ale potrzeba mi kilku lat, żeby zrealizować ten cel, by pomagać ludziom odchodzić na drugą stronę życia w szczęściu i w radości. Myślę również o domu, ale nie domu starości, ale właśnie radości, po to, aby zmienić mentalność Polaków, ich przeświadczenie o tym, że starość to nie tylko wyrok, stan, w którym trzeba siedzieć w domu przed telewizorem, a swoje emerytury przekazywać dzieciom i wnukom. Chciałbym, aby nasi emeryci, nasi seniorzy, bawili się tak, jak starsi ludzie w Niemczech lub Ameryce.

W książce „Twoja twarz, Twój charakter” pisze pan o sobie bardzo nieskromnie - że „dostałby się pan na każdą specjalizację”...

Tak, bo według mnie jestem bardzo zdolnym facetem. Ale wszystko, co osiągnąłem w życiu, mam dzięki swojej ciężkiej pracy i to, kim dzisiaj jestem, to wcale nie są geny. Pewnie jest to też szczęście i otaczanie się ludźmi z dobrą energią. Ze swojego towarzystwa eliminuję tych, którzy starają się wyssać ze mnie dobrą energię. Ja sam lubię dawać energię ludziom. Lubię ich motywować.

Media zarzucają mi to, że często się chwalę, ale mówię o swoich sukcesach po to, aby pokazać młodzieży, że ja, chłopak z małej miejscowości i z biednej rodziny, osiągnąłem sukces. Zrobiłem fajną kasę i jeżdżę super furą, zwiedzam świat, latam i wykładam. Nie mówię tutaj tego po to, aby się chwalić, bo to dla mnie nieistotne. Robię to po to, aby motywować młodych do roboty!
Chcę rozmawiać z młodymi ludźmi, dawać im motywacyjne kopy. W ten sposób mówię: „Patrzcie! Mogę być inspiracją, dążcie do tego, aby coś osiągnąć! Tylko zróbcie pierwszy krok i miejcie odwagę, zamiast siedzieć przed telewizorem i pić browce”.


Czyli: od młodych do starszych, dr Krzysztof Gojdź zmieni Polskę.

To bardzo patetycznie zabrzmiało, ale tak, chcę zmotywować ludzi do działania. Mam już kilkadziesiąt osób „na swoim koncie”, bo pod moim wpływem zmienili swoje życie: pootwierali swoje biznesy, wyjechali z Polski i coś w życiu zrobili. Jestem szczęśliwy, że tym ludziom dałem motywację swoim przykładem. Starszym też staram się powtarzać, dając im motywację, że to życie można zmienić i przebranżowić się, otworzyć jeszcze firmę, można wiele rzeczy zrobić, tylko potrzebne są chęci i odwaga.

Na koniec zapytam: w którą stronę zmierza medycyna estetyczna?

Mam nadzieję, że obierze kierunek: naturalność. Pamiętajmy jednak o tym, że medycyna estetyczna to dużo ściemy.
Można stwierdzić, że 80 proc. wszelkich zabiegów, maszyn, promocji likwidacji tłuszczu po jednym zabiegu na jakiejś maszynie, to ściema. Wy, kobiety lubicie kupować marzenia, co więcej - bardzo łatwo Was zmanipulować, oszukać i wcisnąć kit, że dany zabieg Was upiększy, odmłodzi o 10 lat. Nie wierzcie w to, nie ma czegoś takiego!
Tego jeszcze nikt nie wymyślił, pewnie też nigdy tego nie będzie! Rozsądnie wydawajmy pieniądze i czasami pomyślmy, czy tych kilka tysięcy, które chcecie wydać na poprawę urody, nie lepiej przeznaczyć na jakąś super podróż lub dodatkowe studia i rozwój osobisty. Zastanówcie się, czy nie lepiej w domu zrobić sobie jakieś zabiegi, na przykład peeling dwa razy w tygodniu lub maseczkę, którą można sobie zrobić z tego, co mamy w lodówce.

© Szymon Starnawski


Niedługo na moim kanale YouTube pojawią się przepisy na takie maseczki, które mogą się okazać lepsze od tych od kosmetologa za 200 czy 300 zł. Wystarczy trochę inwencji twórczej i chęci znalezienia czasu dla siebie. Kobiety często zapominają o tym czasie, który jest przecież tak potrzebny, a zamiast tego zajmują się dziećmi i rodziną. Warto jest raz w tygodniu poświęcić godzinę dla siebie, zrobić sobie SPA za 10-15 zł i odpocząć.

To bardzo pozytywny akcent na zakończenie naszej rozmowy. Myślę, że każda kobieta będzie chciała to usłyszeć.

Chciałem przez to powiedzieć, że dbanie o siebie nie jest zarezerwowane tylko dla bogatych. Każda kobieta może o siebie dbać. Wystarczy poruszać się trochę, pobiegać, zacząć normalnie, regularnie i zdrowo się odżywiać. Nie chciałbym słyszeć, że zdrowa dieta jest tylko dla bogatych ludzi. Wystarczy zmienić nawyki żywieniowe. Zamiast wydawać pieniądze na drogie kremy, które mogą nie dawać takiego efektu, jaki obiecuje producent, lepiej odłożyć te pieniądze i raz na jakiś czas wybrać się na skuteczną mezoterapię (zabieg polegający na dostarczeniu bezpośrednio do skóry substancji leczniczych, regenerujących lub odżywczych - przyp. red.).

Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Szymon Starnawski



"Twoja twarz, twój charakter" W najnowszej publikacji doktor Krzysztof Gojdź wprowadza nas w świat medycyny estetycznej. Głównym przedmiotem jego zainteresowań jest ludzka twarz. Publikacja to zbiór rozmów lekarza ze specjalistami zajmującymi się na co dzień poprawą wizerunku i samopoczucia. Dzięki tej lekturze dowiadujemy się, jak wiele czynników wpływa na finalny wygląd, a także - od czego zacząć, aby się lepiej czuć. Publikacja „Twoja twarz, twój charakter” ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse Książki.

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

pączuś (gość)

Może się chwalić, bo ma czym. W końcu jakiś normalny człowiek... pomimo kasy i popularności.